Obrońcy Światła

Rozdział III


Władca Pogody



   Ethereal mógł być miły, sympatyczny i spokojny, ale nie był typem osoby, która robiła wszystko, by uspokoić i pocieszyć innych. Właściwie to nie mógł za bardzo pocieszać innych, prawiąc im typowe gadki że „wszystko będzie dobrze” czy „jakoś się ułoży” albo też „nie martw się, to nic takiego”, bo po prostu nie mógł kłamać. Jednak jego dziewczyna najwyraźniej dzisiaj o tym zapomniała. Najpierw zadała bardzo ryzykowne pytanie o to, jak wygląda w nowej fryzurze i stroju. Każdy, dbający o swoje bezpieczeństwo mężczyzna, szybko by odpowiedział, że wygląda zjawiskowo. Ale Et oczywiście powiedział, że nie widzi żadnej różnicy, dlatego, że jemu, jako facetowi, wszystko jest jedno. A kiedy Vaila poszła płakać w kąt, licząc skrycie na pocieszenie, co wiedział, nie mógł nic zrobić. Bo zdawał sobie sprawę, że gdyby podszedł, powiedziałby jej prosto w twarz, żeby przestała się mazać, bo przecież tysiące osób mają poważniejsze problemy niż to, jak wyglądają. W końcu poważnie obrażona Vaila opuściła salę treningową, a Ethereal zaczął z jeszcze większą złością okładać manekiny, rozstawione wszędzie dookoła. Czasem nie znosił swojego głupiego języka, który nie pozwalał mu kłamać.
   – Zaraz oderwiesz mu głowę, jak będziesz go tak okładać – odezwała się za jego plecami Ignea, siadając na jednej z ławek na trybunach. Nie musiał się odwracać, żeby to wiedzieć, zawsze zajmowała to samo miejsce. Nie zwrócił uwagi na siostrę i wymierzył jeszcze mocniejszy cios kijem, a głowa rzeczywiście odpadła i potoczyła się po ziemi.

Obrońcy Światła

Rozdział II


Przejścia



   Rzadkością były osoby, mające wgląd w wydarzenia dziejące się w innym, niż obecny, czasie, ale dziadek Tahey Alieaster jak najbardziej się do ich grona zaliczał, mogąc co jakiś czas spojrzeć sobie w przyszłość i spojrzeć, co się będzie działo. Jego żona również miała podobne zdolności, choć Yavei raczej sięgała wzrokiem za siebie, mogąc oglądać dziejące się w dawnych czasach bitwy, obserwując spiski i wydarzenia, o których większość już nie pamiętała. Dzięki swoim zdolnościom jakimś cudem się spotkali i od dawien dawna już byli razem, a tylko Yavei mogła zobaczyć, jak to właściwie było, bo wszyscy inni już pozbyli się tych wspomnień.
   Ignea usiadła na jednym z foteli i wpatrywała się niepewnie w dziadka. Nie lubiła tego, że gdy już musiał przewidywać przyszłość, to odczytywał i dzielił się z nimi tylko tymi złymi wiadomościami. No i zawsze mówił wiele mniej niż wiedział, na co wskazywał jego chytry wyraz twarzy, a wybierał sobie na to raczej nie najlepsze momenty.

Obrońcy Światła

Rozdział I


Leśne schadzki



   Ignea skuliła się na gałęzi drzewa, jedną ręką trzymając się pnia i wychyliła ostrożnie, żeby sprawdzić, co się dzieje w dole. Uwielbiała wspinać się właśnie na to jedyne drzewo, stojące w ogrodzie na tyłach szkoły i obserwować z niego uczniów, a czasem również nauczycieli, którzy na przerwach rozkładali się w jego cieniu i rozmawiali między sobą. Dzieląc się czasem nawet czymś więcej niż zarazkami i sekretami... Wiedziała już z tych rozmów tyle rzeczy, że mogłaby zaszantażować połowę szkoły, jeśli nie większą część. Ale choć należała do osób złośliwych i wścibskich, jeszcze nie zrobiła tego i raczej nie zamierzała.
   Tym razem ujrzała dwójkę nauczycieli uczących wyższe klasy, którzy wyraźnie dyskutowali o czymś ważnym. A raczej kłócili się o coś ważnego, bo ich głosy były ostre i podniesione, choć nie na tyle, by któraś z grupek uczniów stojących w pobliżu mogła ich podsłuchać. Ignea nadstawiła uszu. Akurat jej pozycja była idealna do podsłuchiwania, dlatego właśnie ją wybrała. Przyjrzała się obu mężczyznom.
   Profesor Ragh uczył historii, widywała go wiele razy na korytarzu, ale jakoś nigdy nie zwracała na niego większej uwagi. Podobno był surowym nauczycielem, ale twarz, w przeciwieństwie do charakteru, miał przyjazną. Nawet teraz, gdy się wyraźnie złościł, wyglądał w miarę miło i spokojnie, ale pozory przecież mylą.

Tajemnica Cieni - rozdział 21

Pieczęć Dusz

   Z bliska góry nie wydawały się już tak wielkie i piękne, z daleka robiły wiele większe wrażenie. Jakiś człowiek po drodze ostrzegł ich, że nie powinni się zapuszczać, bo grasują tam duchy i są bardzo niebezpieczne, zwłaszcza nocami. Kiedy okazało się, że ta informacja nie zniechęciła, a raczej zaciekawiła Oxyena, który teraz prowadził ich pochód, mężczyzna spróbował jeszcze raz, opowiadając im jakieś straszne opowieści. Twórca zbył go machnięciem głową i wyminął.
   Questa ocknęła się przed kilkoma chwilami, najwyraźniej wyczuwając bliskość własnej Pieczęci. Musa również czuła coś dziwnego, a po minach innych łatwo jej było zgadnąć, iż nie tylko ona. Nagle wszyscy stali się zaniepokojeni i dziwnie ociężali, ich kroki zwalniały z każdą chwilą, ale to nie zmęczenie ich teraz dopadło.
   – Rany – jęknął Eart, kiwając się na boki. Wyglądał, jakby był pijany i tak też się zachowywał. Złapał się za głowę. – Kiedyś powiedziałem, że tajemnice to słaba moc, jak dla mnie. Cofam to. Łeb mi pęka, od tych szeptów.
   – Jakich szeptów? – zapytała Musa, rozglądając się dookoła i nastawiając uszu, ale nic nie słyszała, prócz kwękania towarzyszy. Zupełnie nie rozumiała, o co w tym wszystkim chodzi. Eart mruknął coś pod nosem.