Obrońcy Światła

Rozdział VII


Uczniowie magii



   – Kod Avela odpada, ten jest zbyt skomplikowany, żeby nim być – oświadczyła Ignea, przyglądając się na zmianę, najpierw znakom zapisanym w książce, a potem tym wypisanym na jednym z dokumentów. Prychnęła i przerzuciła stronę, żeby obejrzeć kolejne szlaczki. – To też nie, zupełnie inne znaki. I to do kosza. Nie cierpię tych szyfrów, zwłaszcza jak trudno je rozpracować.
   – Po to właśnie są szyfry – zauważył Vol, podnosząc wzrok znad zapisków, które robił, także próbując odczytać wiadomości, spisane w dokumentach. – Żeby nie dało się odczytać treści ważnych rzeczy, gdyby jednak komuś udało się je wykraść.
   – Po co ci te wszystkie liczby i tabelki? – zapytała Ignea, przysuwając się do niego i patrząc z uniesionymi brwiami na jego wyliczenia. – To wygląda na pozbawione sensu.
   – Ale takie nie jest – odpowiedział spokojnie chłopak, odrywając na chwilę ołówek od kartki i obracając go, żeby wymazać jedną z cyfr, którą źle wpisał. – Mało jest rzeczy, na których się znam, a szyfrowanie jest jedną z tych nielicznych. Robiłem kiedyś za kuriera.
   – Co to jest ten „kurier? – zdziwiła się Ignea. Znała wiele słów, ale tego akurat nigdy wcześniej nie słyszała.

Obrońcy Światła

Rozdział VI


Wrogowie dalsi i bliżsi



   Rano Ethereal wyglądał już całkiem normalnie. W każdym razie na tyle normalnie, na ile może wyglądać niewyspany nastolatek, który całą noc spędził na zmienianiu powolutku swoich cech zewnętrznych, by wyglądać jak przed „wypadkiem”, bo tak zaczął nazywać swoje spotkanie z Władcą Pogody.
   Nie zamierzał zostawać jego uczniem. Mowy nie ma! Skoro samemu udało mu się jakoś wrócić do swojej postaci, to sam sobie poradzi, jeśli przypadkowo znów się zmieni. A wątpił, by to się stało. Przecież umiał się kontrolować. Wystarczy tylko zachować spokój.
   Tak w każdym razie myślał na początku. W szkole nie działo się nic ciekawego, te same nudne lekcje co zawsze. W połowie odbyło się jakieś spotkanie na temat bezpieczeństwa, które nie bardzo go interesowało, bo widział to już tyle razy, że właściwie mógł przewidzieć co nauczyciel prowadzący to wszystko zaraz powie.
   Potem postanowił wybrać się z Vailą na przechadzkę po mieście. A raczej to ona tak postanowiła, miało to być zadośćuczynienie za jego karygodne zachowanie poprzedniego dnia. Z początku chciał protestować i się wytłumaczyć, ale ugryzł się w język. Zdawał sobie sprawę, że tylko pogrążyłby się jeszcze bardziej, więc siedział cicho.

Obrońcy Światła

Rozdział V


Niewidzialny



   Oczywiście, że zrobiła mu awanturę. Nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Ignea siedziała znudzona na kanapie, rozłożywszy nogi na stole i czytała ukradzioną od Thina książkę, mówiącą o maszynach, których i tak nie rozumiała, kiedy do domu, jak gdyby nigdy nic, wkroczył Ethereal, wyglądający jak ostatnie nieszczęście. Włosy miał przyklapnięte i potwornie czarne, wyglądały na mokre, twarz była dziwnie sina, na sobie miał nadal strój ćwiczebny, tyle że właściwie były to już tylko strzępy. Krzywił się.
   Nawet nie zamierzała udawać, że wszystko jest w porządku, jak to czasem robił ich ojciec, żeby pod koniec rozmowy wyładować swoją złość. Od razu zaczęła na niego krzyczeć, tak że aż meble zadygotały, a wszyscy postronni świadkowie szybko pouciekali, byle znaleźć się gdziekolwiek indziej. Ignea wrzeszczała najgłośniej jak umiała i pewnie pobudziła przez to sąsiadów, którzy już przygotowywali się do snu, ale miała to gdzieś.
   Ethereal tylko stał w wejściu i się na nią gapił pustym wzrokiem, zupełnie jakby ignorował jej słowa, co tylko jeszcze bardziej ją denerwowało. Kiwał kilka razy głową, na znak, że rozumie, a potem, bez ani jednego słowa, bez niczego, po prostu wszedł do domu i zniknął na schodach prowadzących na górę.

Obrońcy Światła

Rozdział IV


Krew zmiennokształtnych



   – Znasz opowieść o powstaniu narodu fiorów? O początkach życia na tej planecie? O pierwszym i wielkim, najpotężniejszym ze wszystkich? Nie? No cóż, w obecnych czasach mało kto zna takie rzeczy, bo uważa się je za zabobony. Wierzą w magię, w bogów, a nie chcą uwierzyć w tą opowieść, no co za tupet! A to najprawdziwsza prawda, sama prawdomówna istota, taka jak ty, to potwierdziła. I my, fiorzy, uważamy się za mądrzejszych od ludzi! W przeciwieństwie do nich wiemy jak powstaliśmy, ale nie chce nam się w to wierzyć! Dobrze, dobrze, ale usiądź sobie chłopcze, bo tu wiele mam do powiedzenia, a ciebie jeszcze nogi rozbolą!
   Ethereal zawahał się, ale w końcu usiadł na podsuniętym mu krześle, uważając na swój nowo nabyty ogon, którym o mało nie wybił sobie oka. Nadal niczego nie rozumiał, ale nie wyglądało na to, by Władca Pogody zamierzał to szybko wyjaśnić, pozostawało mu więc tylko czekać, aż staruszek zechce to wyjaśnić.
   – Dobrze, zaczynam i nie waż mi się przerywać! No więc wszystko zaczęło się od gwiazd – powiedział tajemniczym tonem Ekari, również siadając i zaczynając sobie mieszać dopiero co przygotowaną herbatę. Stukot łyżeczki był irytujący. – Dokładnie to od dwóch gwiazd, tych właśnie, które każdego dnia ukazują się na naszym niebie. Kłótliwa i Iskra, dwie matki naszego układu, słońca słońc życia! No więc na początku, gdy był sobie tylko kosmos i nie było życia jako takiego, całym wszechświatem rządziły gwiazdy, jako wspólnota umysłów, jeden wielki organizm, najmądrzejszy na całym świecie. I nie mów mi, że gwiazdy nie mają umysłów, bowiem mają je! To najmądrzejsze i najpotężniejsze istoty naszego wymiaru, nawet jeśli my tego nie pojmujemy. Nawet jeśli nie dajemy tym pogłoskom wiary! Tak więc w swej wieczności, sieć umysłów gwiazd rządziła ogromnym wymiarem, jednak wymiar ten był pusty, jeśli nie liczyć ich samych i kawałków skał, które nie paliły się do mówienia.