Obrońcy Światła

Rozdział X


Ktokolwiek widział, za dużo wie



   – Chodź, musimy iść, zanim przyjdą tutaj inni!
   Ignea pociągnęła brata za rękę, ale on stał w miejscu, wpatrując się dziwnie pustym wzrokiem w nieprzytomnego Deyly'ego. Dziewczyna oderwała kawałek rękawa jego munduru i straciła na chwilę równowagę, ale szybko ją odzyskała, opierając się o jeden z wielkich kamieni.
   – Et, rusz się! – jęknęła, stając przed nim i łapiąc go za koszulę. – Nie mamy czasu! W pobliżu plącze się pełno ludzi, zapomniałeś? W końcu przyjdą, a nas wtedy już nie powinno tutaj być! ET!
   – Czy on... czy on nie żyje? – zapytał cicho Ethereal, nadal wpatrując się w człowieka leżącego na ziemi. Wyglądał na przerażonego, ale w jego wzroku było jeszcze coś innego, coś bardziej niebezpiecznego, jakby... głód.
   – Żyje, oddycha – odpowiedziała mu drżącym głosem Ignea. Nie miała co do tego wątpliwości. Nie była na tyle silna, by kogoś zabić jednym uderzeniem, nawet jeśli przywaliła temu komuś kawałkiem ciężkiego żelastwa. Poza tym nie włożyła w uderzenie zbyt wiele siły. – Nie przejmuj się tym. A teraz choć!
   – Żyje...

Obrońcy Światła

Rozdział IX


Czary, przysięgi i klątwy



   Natura milczała. Ariv tak dawno z nią nie rozmawiał, że możliwym było, iż się na niego obraziła. Zdjął rękawiczkę z dłoni i dotknął drzewa, nastawiając uszu, ale i tym razem nie było odzewu. Wbił paznokcie w korę drzewa, ale nad jego głową rozległ się tylko zirytowany szum, jakby las chciał powiedzieć: „Idź sobie".
   – Słuchaj no, Puszczo – powiedział na głos, choć czuł się nieco dziwnie, gadając do drzewa. – Ja rozumiem, że mnie nie lubisz. Rozumiem nawet, dlaczego tak jest. W każdym razie podejrzewam, że chodzi właśnie o to. Sam siebie niezbyt lubię. Ale w tej chwili chcę ci pomóc, więc byłbym wdzięczny, gdybyś ty zechciała pomóc mnie!
   Zero odpowiedzi. Westchnął. Nigdy nie rozumiał, jak innym udaje się porozumiewać bez żadnych problemów z naturą. Jemu to nigdy nie wychodziło. Wychowany został inaczej od reszty fiorów, z dala od zwykłej dzikiej przyrody i nigdy jakoś nie udało mu się uwierzyć, że... ma z nią jakieś mocniejsze związki. Podejrzewał, że właśnie ta niewiara uniemożliwiała mu rozmowę.
   – No weź, nie bądź taka – mruknął, jeszcze bardziej zaciskając palce, jakby zamierzał oderwać korę od drzewa, jednak nie zrobił tego. – Ja wiem, są pewne dawne urazy, ale wiele razy za to przepraszałem. Wybaczyłabyś mi w końcu, naprawdę tego żałuję. Proszę cię, pomóż mi. A jak nie chcesz pomóc akurat mnie, to chociaż pomóż któremuś z tej setki strażników, co się włóczą po lesie... Jeśli nie znajdziemy tych ludzi, oni ci zaszkodzą. Już to robią. Czemu nie chcesz nam pomóc siebie ratować?

Obrońcy Światła

Rozdział VIII


Zasadzka!



   Ostatnimi osobami, jakie Ignea spodziewała się zastać w lesie, był jej brat w towarzystwie maga, którego nienawidziła. Po długim zwiadzie, w trakcie którego znalazła tylko jedną nową maszynę, której postanowiła nie tykać, pomyślała, że dobrze byłoby odpocząć na jednej z tych rozlicznych polan, które odkrywały przed nią swe istnienie. Do tej pory sądziła, że tylko ona znała ich rozmieszczenie, ale widocznie się pomyliła.
   Ethereal siedział na środku, cały w czerni, wyróżniając się szczególnie wśród tych wszystkich wielokolorowych kwiatów, które zdawały się kiwać w rytm jego spokojnego oddechu. Oczy miał zamknięte, dłonie oparte na kolanach. Wyglądał... dziwnie. Bardziej jak jakaś rzeźba, niż brat, którego Ignea od zawsze znała.
   Nad nim stał Ekari, wredny Władca bardzo głupiej Pogody, skoro pozwalała nad sobą panować komuś takiemu jak on. W przeciwieństwie do brata, mag natychmiast ją zauważył, kiedy tylko wkroczyła na polanę. Uśmiechnął się. Być może miał to być miły uśmiech, ale wyglądał jak grymas. Mężczyzna przyłożył palec do ust, dając jej znać, że powinna być cicho.
   O nie, niedoczekanie! Wzięła głęboki oddech i najgłośniej jak umiała mówić, nie krzycząc, rzekła:
   – Och, nie spodziewałam się tutaj nikogo! Co tutaj robicie?

Obrońcy Światła

Rozdział VII


Uczniowie magii



   – Kod Avela odpada, ten jest zbyt skomplikowany, żeby nim być – oświadczyła Ignea, przyglądając się na zmianę, najpierw znakom zapisanym w książce, a potem tym wypisanym na jednym z dokumentów. Prychnęła i przerzuciła stronę, żeby obejrzeć kolejne szlaczki. – To też nie, zupełnie inne znaki. I to do kosza. Nie cierpię tych szyfrów, zwłaszcza jak trudno je rozpracować.
   – Po to właśnie są szyfry – zauważył Vol, podnosząc wzrok znad zapisków, które robił, także próbując odczytać wiadomości, spisane w dokumentach. – Żeby nie dało się odczytać treści ważnych rzeczy, gdyby jednak komuś udało się je wykraść.
   – Po co ci te wszystkie liczby i tabelki? – zapytała Ignea, przysuwając się do niego i patrząc z uniesionymi brwiami na jego wyliczenia. – To wygląda na pozbawione sensu.
   – Ale takie nie jest – odpowiedział spokojnie chłopak, odrywając na chwilę ołówek od kartki i obracając go, żeby wymazać jedną z cyfr, którą źle wpisał. – Mało jest rzeczy, na których się znam, a szyfrowanie jest jedną z tych nielicznych. Robiłem kiedyś za kuriera.
   – Co to jest ten „kurier? – zdziwiła się Ignea. Znała wiele słów, ale tego akurat nigdy wcześniej nie słyszała.